„Moja doba ma za mało godzin, żeby wszystko ogarnąć.”
„Chciałbym, żeby moja doba miała 36 lub 48 godzin”
Słyszę to od menedżerów i właścicieli niemal codziennie. Kalendarz pęka, dzień się kończy o dwudziestej, a lista rzeczy „do zrobienia” jest dłuższa niż rano.
Zła wiadomość: żaden nowy kalendarz, żadna aplikacja do zarządzania czasem tego nie naprawi. ,
Dobra wiadomość: da się to odkręcić, tylko w innym miejscu, niż wszyscy szukają, bo pytanie „jak odzyskać czas menedżera” prawie nigdy nie jest pytaniem o czas i ilośc godzin w ciągu doby, ale jest pytaniem o decyzje i priorytety pracy.
Menedżer, z którym pracowałem, był przekonany, że ma problem ze zbyt małą ilością czasu. „Mam za dużo obowiązków!”. Zostawał codziennie po godzinach, a i tak nie nadążał.
Czasami wystarczy retrospektywnie prześledzić na co idzie nasz czas. Tak było i w tym przypadku. Kiedy prześledzimy sobie „co zjadło mój dzisiejszy dzień” to okazuje się, że większość tych strat to zawsze dotyczy tych samych wyzwań.
W tym przypadku ponad połowa dnia tego kierownika to były cudze decyzje, które lądowały u niego na biurku.
Pojedynczo to są drobiazgi, które zabierają nam po 5-10 minut. Stare porzekadło mówi: „ziarnko do ziarnka, a uzbiera się miarka”. Skumulowane to 5-10 minut na akcję zajmuje nam połowę życia zawodowego. Rozwiązywanie bieżączki i spraw na operacyjnych spycha myślenie o firmie na późny wieczór.
Ten przypadek nie miał problemu z zarządzaniem czasem, ani prokastynacją.
Miał problem z tym, że był jedynym punktem, przez który przechodziła każda decyzja.
Bycie zajętym i tworzenie wartości to dwie różne rzeczy, które łatwo pomylić, bo obie wyglądają jak „ciężka praca”.
Różnica natomiast jest diametralna.
Można przepracować dwanaście godzin, wrócić do domu wykończonym i nie posunąć firmy ani o krok, bo cały ten czas poszedł na gaszenie cudzych tematów. To jest pułapka, w którą wpada większość przeciążonych menedżerów: mylą ruch z postępem.
A pod spodem siedzi drugi mechanizm, czyli wąskie gardło decyzyjne. Kiedy każda decyzja, nawet błaha, musi przejść przez Twoją głowę, to nie zespół jest winny. To Ty jesteś zatorem.
Firma może mieć stu ludzi i i tak działać z prędkością jednej osoby, Twojej osoby.
To nie jest wina Twoja ani Twoich ludzi, ale to skutek tego, że firma urosła, a sposób podejmowania decyzji został ten sam co przy dziesięciu osobach.
Weź listę tego, na co schodzi Twój tydzień, i przy każdej pozycji postaw jedną z trzech etykiet. Sam rób tylko to, co daje największą wartość i czego naprawdę nie zrobi nikt inny. Reszta idzie do delegowania albo do eliminacji. Część rzeczy, które robisz, po prostu nie powinna być robiona.
Zasada Pareto: mniej więcej 20% Twoich działań daje 80% wyniku. Resztę trzeba oddać albo skasować.
Najczęstszy powód, dla którego „delegowanie nie działa”, jest prosty: oddajesz nowej osobie zbyt dużo swobody, a doświadczonej często za mało.
Według modelu Blancharda – nowicjuszowi (R1) trzeba dać jasną instrukcję i kontrolę.
Doświadczonemu (R3 / R4) trzeba oddać decyzję i zejść jej z drogi. Poziom delegowania musi pasować do gotowości pracownika, wtedy przestajesz być hamulcem. Jeśli nie jest to powiązane, to albo wybucha pożar, albo człowiek i tak czeka na Twoją decyzję.
Większość „pożarów” to nie nowe zdarzenia, ale to te same problemy w kółko, bo nie ma standardu, który by je domykał.
Rozdziel proces od zadania i od projektu (właśnie na styku tych trzech ginie najwięcej czasu), uprość sposób pracy zespołu i nadaj mu stały rytm:
Wtedy firma zaczyna domykać sprawy bez Ciebie.
Powyższe możesz wdrożyć sam, ale jeśli chcesz zrobić to szybciej i z gotową strukturą, mam na to dedykowany warsztat:
To nie jest szkolenie z zarządzania czasem, a jednodniowy warsztat o zarządzaniu decyzjami, priorytetami i energią zespołu skierowany dla liderów, którzy mają dość ciągłego pośpiechu i pracy po łebkach.
W programie m.in.:
– gdzie realnie ucieka czas lidera (zajętość vs wartość),
– system podejmowania decyzji pod presją, gdy „wszystko jest pilne”,
– trzy kategorie pracy lidera: robię, deleguję, eliminuję,
– delegowanie, które działa i dobór poziomu do pracownika,
– budowa rytmu operacyjnego, żeby te same problemy nie wracały.
Wychodzisz z warsztatu z gotowym planem zmian na 30 dni. Wiesz, co robić, co oddać i co skasować.
Warsztat jest dla właścicieli, zarządów i menedżerów firm, w których „wszystko idzie przez jedną osobę”, decyzje są wolne, a lider tonie w operacyjnych drobiazgach.
1: Wypełniasz krótki formularz (5 minut)
2: Analizuję Twoją obecną sytuację
3: Zapraszam Cię na 30min spotkanie
4: Tworzę dla Ciebie TOP3 rekomendacje na już
5: Umawiamy się na audyt pogłębiajacy w Twojej firmie.
Potem… to Ty decydujesz, czy idziemy dalej, ramię w ramię 🙂