Istnieje pewien paradoks, który dotyka niemal każdą firmę w momencie, gdy przestaje już być mała, a jeszcze nie stała się duża: im lepszym właścicielem jesteś, tym bardziej firma zaczyna od Ciebie zależeć. Znasz swój produkt, swoich klientów i swoją branżę lepiej niż ktokolwiek w zespole, potrafisz podjąć trafną decyzję w kilka sekund, a kiedy coś się pali, wiesz dokładnie, kogo zapytać i co zrobić, i właśnie dlatego, zupełnie niepostrzeżenie, stajesz się miejscem, przez które musi przejść każda ważniejsza sprawa w organizacji.
To nie jest oznaka Twojej słabości ani dowód na to, że źle zarządzasz. To jest sygnał, że firma urosła szybciej niż sposób, w jaki jest prowadzona, i że system, który świetnie sprawdzał się przy kilkunastu osobach, przestał nadążać przy kilkudziesięciu.
Kiedy firma liczyła dwanaście osób, wszystko działało sprawnie, ponieważ wszyscy się widzieli, a Ty jednym zdaniem rzuconym przez otwarte drzwi mogłeś rozstrzygnąć niemal każdą wątpliwość. Każdy w firmie wiedział, że w razie pytania idzie do Ciebie, i był to najszybszy, najtańszy i najskuteczniejszy sposób podejmowania decyzji, jaki można sobie wyobrazić. Problem polega na tym, że ten sam mechanizm, który przy kilkunastu osobach był przewagą, przy osiemdziesięciu staje się hamulcem, bo liczba spraw wymagających Twojej decyzji rośnie wykładniczo wraz z liczbą ludzi, zależności i projektów, podczas gdy liczba godzin, które masz w ciągu dnia, pozostaje boleśnie stała.
W praktyce wygląda to tak, że pani z administracji wchodzi zapytać, jaki papier toaletowy zamówić, kierownik czeka na Twoją akceptację delegacji, handlowiec dzwoni z pytaniem, czy może dać klientowi rabat, a magazynier wstrzymuje wydanie towaru, dopóki nie potwierdzisz. Każda z tych spraw z osobna jest drobna i zajmuje minutę, ale zsumowane w ciągu dnia zamieniają Twoją rolę właściciela w rolę dyżurnego rozjemcy, który gasi pojedyncze zdarzenia zamiast prowadzić firmę.
Najczęstszy błąd, jaki popełniają właściciele w tym momencie, polega na tym, że zaczynają szukać winy w ludziach, bo myślą, że gdyby tylko mieli bardziej samodzielny zespół, problem by zniknął. Tymczasem prawda jest inna: to nie jest problem słabych pracowników, tylko systemu, w którym nikt nigdy nie ustalił, które decyzje nie muszą lądować na Twoim biurku. Ludzie odsyłają sprawę do Ciebie nie dlatego, że nie potrafią jej rozstrzygnąć, lecz dlatego, że nikt nie dał im wprost prawa, by rozstrzygnęli ją sami.
Najbardziej widoczny koszt to Twój czas, czyli godziny poświęcane na decyzje, których nie powinieneś podejmować, oraz weekendy i urlopy, których nie potrafisz naprawdę wykorzystać, bo wiesz, że w poniedziałek czeka pożar. Ale pod spodem kryją się koszty znacznie poważniejsze: decyzje, które czekają na Ciebie, spowalniają całą firmę, projekty grzęzną w oczekiwaniu na akceptację, a najlepsi ludzie stopniowo tracą inicjatywę, bo nauczą się, że i tak wszystko musi przejść przez głowę właściciela.
Jest jeszcze jeden koszt, który ujawnia się dopiero wtedy, gdy zaczynasz myśleć o przyszłości: firma, która działa wyłącznie dlatego, że Ty jesteś w środku każdej decyzji, jest firmą niezwykle trudną do przekazania następcy, do oddania w zarządzanie i do sprzedania, bo jej wartość jest w praktyce przywiązana do jednej osoby, której nabywca nie kupuje razem z firmą.
Weź kartkę i wypisz wszystkie decyzje, które podjąłeś wczoraj. Następnie przy każdej z nich odpowiedz sobie szczerze na jedno pytanie: kto w firmie mógłby tę decyzję podjąć sam, gdyby tylko wiedział, że ma do tego prawo i według jakich zasad. Jeśli przy większości pozycji potrafisz wskazać konkretną osobę, to masz przed sobą nie problem z ludźmi, lecz pierwszą mapę swoich wąskich gardeł i punkt wyjścia do ich rozbrojenia.
Rozbrojenie wąskiego gardła nie polega na tym, żeby przestać podejmować decyzje, tylko na tym, żeby zaprojektować system, w którym większość decyzji zapada tam, gdzie powinna, bez Twojego udziału. O tym, jak krok po kroku doprowadzić firmę do stanu, w którym działa sprawnie także wtedy, gdy Ciebie nie ma, piszę szerzej w artykule jak sprawić, żeby firma działała bez właściciela, a jeśli potrzebujesz kogoś, kto przejmie i poprowadzi ten obszar za Ciebie, wyjaśniam to w tekście o interim managerze operacyjnym.
Oznacza to, że większość ważniejszych decyzji musi przejść przez jedną osobę ( właściciela ) przez co tempo całej firmy jest ograniczone tempem, w jakim ta jedna osoba jest w stanie te decyzje podejmować.
Najczęściej dlatego, że firma urosła szybciej niż jej system zarządzania i nikt nigdy nie ustalił wprost, które decyzje mogą zapadać bez Ciebie oraz według jakich zasad. Ludzie odsyłają sprawę do Ciebie z ostrożności, a nie z niekompetencji.
Trzeba zdefiniować, które decyzje nie muszą lądować u Ciebie, przypisać je konkretnym rolom wraz z jasnymi zasadami, a następnie stopniowo oddawać je zespołowi. Zaczyna się od diagnozy sześciu obszarów, w których zwykle tworzy się to wąskie gardło.
Zwykle nie. Dobry system podnosi przeciętnych pracowników do poziomu dobrych, a zły ściąga nawet dobrych w dół. Zanim ocenisz ludzi, warto sprawdzić ramy, w których ich postawiłeś.
Potem to Ty decydujesz, czy idziemy dalej — ramię w ramię.
Używamy plików cookies, aby poprawić komfort korzystania z naszej strony. Korzystając z niej, wyrażasz zgodę na ich stosowanie.
Websites store cookies to enhance functionality and personalise your experience. You can manage your preferences, but blocking some cookies may impact site performance and services.
Essential cookies enable basic functions and are necessary for the proper function of the website.
These cookies are needed for adding comments on this website.
Marketing cookies are used to follow visitors to websites. The intention is to show ads that are relevant and engaging to the individual user.
Facebook Pixel is a web analytics service that tracks and reports website traffic.
Service URL: www.facebook.com (opens in a new window)
