Praca u rodziców to nie praca?
Chodź, pokażę Ci, co robiłem po szkole w wieku 16 lat!
Końcówka 16 roku życia. Po lekcjach w 1 LO im. Karola Miarki w Mikołowie wsiadałem na motorek i zamiast iść z kolegami na pizzę czy ognisko…….
jechałem do restauracji moich rodziców do roboty 🙂
Nigdy za bardzo nie miałem życia towarzyskiego i… w sumie nadal nie mam, tylko jeszcze bardziej
Ale miałem coś innego:
słodycz samodzielnie zarobionych pieniędzy,
świadomość odpowiedzialności i poczucia „wyższej potrzeby”,
pierwsze doświadczenia z biznesem i organizacją pracy.
Co robiłem w restauracji?
Głównie zaopatrzenie i kontrola stanów magazynowych.
Nazywa się górnolotnie, ale po prostu manualnie (nie jakimś SAPem),
liczyłem ile towaru schodzi, co trzeba zamówić.
Stojąc na kasie widziałem czego chcą klienci, co nie jest w naszej ofercie.
Potem na koniec dnia podsumowania kasy fiskalnej i proste rozliczenie finansowe.
Wtedy dokonał się mój pierwszy zawodowy „improvement”:
zauważyłem, że moja mama sama targa ciężkie zaopatrzenie, które samodzielnie przywiozła w swoim prywatnym samochodzie.
Nie miałem prawa jazdy,
Nie miałem samochodu,
Ale trzeba to było jakoś obejść i rozwiązać ten problem!
I rozwiązałem:
Znalazłem hurtownie z dowozem.
Wynikły z tego:
Godziny i godziny zaoszczędzonego czasu i pracy.
Dla rodziców to była rewolucja.
Po kilku zamówieniach z dowozem już NIGDY WIĘCEJ nie jechali sami po towar.
Takie pierwsze udoskonalenie mam w pamięci.
Sukces nastolatka, który pomógł innym w prowadzeniu biznesu.
Od tamtej pory nieprzerwanie pracuję na swoją przyszłość.
Nie sprzedawałem lodów w wieku 7 lat
(jak lubią opowiadać influ-biznesmeni ).
Jednak jestem dumny z mojego początku drogi z biznesem.
Przygoda zaczęła się dość wcześnie, praktycznie i bezpiecznie.
W idealnych warunkach, za co jestem wdzięczny.
I chyba właśnie dlatego dziś robię to co robię:
czyli pomagam innym doskonalić ich biznesy.
Mocno wierzę, że każdy proces, produkt lub usługę da się ulepszyć.
A każde usprawnienie daje mi prawie tyle samo satysfakcji co tamta historia.
A Ty? Pamiętasz swój pierwszy „poważny” sukces w pracy?


