Dlaczego większość szkoleń nie działa?
Nie ma nic gorszego niż szkolenie, na które:
➡️ pracownicy idą „bo budżet trzeba wydać”,
➡️ nikt im nie powiedział, po co tam idą,
➡️ a po powrocie słyszą od szefa:
„fajnie fajnie, ale u nas to działa inaczej, więc lepiej nic nie zmieniać.”
I właśnie wtedy… cała wartość idzie w błoto.
Wiedza zostaje na flipcharcie, a ludzie wracają do starych nawyków.
Widziałem to niestety wiele razy jako uczestnik i jako szkolący.
Ja się naprodukuję, dam konkretne narzędzia, widzę błysk w oczach zespołu —
a potem ten błysk gaśnie, bo nikt z góry nie podtrzymuje ognia.
Dlatego ja robię to inaczej.
Zanim wejdę na salę, rozmawiam z liderem.
Ustalamy konkretny cel biznesowy: co ma się zmienić po szkoleniu.
Dopasowuję przykłady do procesów danej firmy.
A po szkoleniu zawsze zostaje plan wdrożenia i rozmowa follow-up.
Bo szkolenie to nie „fajny event”, to nie „luźny dzień od obowiązków”
To początek zmiany w wiedzy i zachowaniu ludzi pracujących dla organizacji.
Nie chodzi tylko o to, żeby było fajnie i miło.
Chodzi o to, żeby firma po szkoleniu działała lepiej, czyli mierzalnie, konkretnie, na liczbach.
Szkolenie ma przynieść korzyść w przedsiębiorstwie.
Jestem ciekaw — jak często widzisz szkolenia, które coś realnie zmieniły w firmie?
Bo z mojego doświadczenia… takich jest mniej niż 20%.
A jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądają moje warsztaty „po godzinach” — takie, po których ludzie naprawdę wdrażają zmiany to napisz w komentarzu SZKOLENIE, podeślę Ci kulisy i przykładowe materiały.


