Nie jestem tym typem człowieka, który idzie korytarzem w firmie….
i nikogo nie widzi.
Mówię to zupełnie poważnie, i łatwiej będzie mnie zrozumieć, jak powiem, skąd jestem. Moja pierwsza prawdziwa praca u kogoś w przemyśle to było niespełna dziewięć złotych za godzinę. Suwnice, wciągniki, windy, huty, kopalnie. Po pracy zaoczne studia inżynierskie. Hałas, pył, zmęczenie i temperatury, przy których podeszwy butów potrafiły się przytapiać.
Nie piszę tego, żeby budować historię o heroizmie. Piszę, żeby było jasne, dlaczego dziś, pracując z firmami jako partner operacyjny i interim COO, nie zaczynam od teorii ani od slajdów. Zaczynam od rozmowy z ludźmi na każdym poziomie organizacji, z tymi, którzy realnie robią robotę. Bo wiem z własnej skóry, jak wygląda fizyczne wyczerpanie, mentalne zmęczenie i system, który zamiast pomagać, przeszkadza.
Przez lata zbudowałem jedną bardzo prostą zasadę. W firmie każdy zasługuje na szacunek. Od prezesa, przez menedżerów, po osobę sprzątającą. Dzień dobry mówi się każdemu, zawsze. Nie dlatego, że tak wypada, tylko dlatego, że bez ludzi żadna firma nie działa.
Często słyszę od przedsiębiorców, że to jest „miękki temat HR-owy”.
Nie… Dla mnie to twarda operacyjna baza, na której stoi wszystko inne, bo ludzie, których się zauważa, pracują inaczej niż ludzie, których się mija.
Przykład idzie z góry. Jeśli dyrektor chodzi po korytarzu i nie widzi ludzi, to w tej organizacji pracują osoby niewidzialne. A człowiek, który czuje się niewidzialny, bardzo szybko przestaje myśleć, przestaje reagować i przestaje brać odpowiedzialność. Po co ma to robić, skoro i tak nikt tego nie zauważa.
Potem słyszymy, że ludzie nie ogarniają, nie wychodzą z inicjatywą, że wszystko trzeba za nimi sprawdzać. Ale to najczęściej nie jest problem pokolenia ani rynku pracy. To jest kwestia elementarnego podejścia do ludzi, które albo tworzy zaangażowanie, albo je gasi.
Jeśli zmagasz się z tym, że zespół nie bierze odpowiedzialności, zanim wymienisz ludzi albo obwinisz pokolenie, sprawdź jedną rzecz. Przejdź przez firmę i policz, ilu ludzi po drodze naprawdę zauważasz, a ilu mijasz. To banalnie prosty test, ale on wiele mówi o tym, jak wygląda przepływ odpowiedzialności w całej organizacji, bo zespół kopiuje to, co robi góra, nie to, co góra mówi.
Nowoczesny lider nie stoi nad ludźmi ani obok nich z boku. Pracuje razem z nimi, na tym samym poziomie rozmowy, niezależnie od tego, kto ma jaki tytuł. Szacunek nie jest dodatkiem do zarządzania. Jest jego fundamentem. I od niego zaczyna się każda firma, która ma działać spokojnie, przewidywalnie i bez ciągłego gaszenia pożarów.
Tak właśnie wchodzę do firm, z którymi pracuję: najpierw rozmowa z ludźmi, potem porządek w operacjach. Jeśli chcesz zobaczyć, jak wygląda takie podejście w praktyce, poznaj mnie bliżej.