25 osób w zespole pod jednym szefem? To przepis na chaos, nie zarządzanie

Struktura i role

Jest taki moment w rozwoju firmy, w którym właściciel nagle orientuje się, że podlega mu bezpośrednio dwadzieścia kilka osób, i że każda z nich, każdego dnia, przychodzi do niego z pytaniem. To nie jest już zarządzanie, tylko gaszenie pożarów z iluzją kontroli, w której wydaje się, że trzyma się rękę na wszystkim, a w rzeczywistości nie trzyma się jej na niczym.

Mówimy tu o zespole podległym wprost pod właściciela albo pod jednego kierownika. Wbrew pozorom problem nie polega na tym, że ci ludzie są niesamodzielni, tylko na tym, że jeden człowiek fizycznie nie jest w stanie ogarnąć dwudziestu pięciu relacji, dwudziestu pięciu zestawów zadań i dwudziestu pięciu strumieni decyzji naraz.

Zasada 1 do 10, czyli rozpiętość kierowania

W zarządzaniu istnieje pojęcie rozpiętości kierowania, czyli liczby osób, które jeden przełożony jest w stanie realnie prowadzić. Najczęściej przywołuje się zasadę jeden do dziesięciu, mówiącą, że jeden lider ogarnia maksymalnie dziesięć osób. Z mojej praktyki wychodzi jednak, że realne optimum jest niższe i mieści się w przedziale od trzech do sześciu osób, zwłaszcza gdy praca jest złożona, a ludzie potrzebują wsparcia, nie tylko przydziału zadań.

Dlaczego akurat tyle? Bo przy takiej liczbie kierownik naprawdę zna swój zespół. Ma czas zainteresować się ludźmi, a nie wyłącznie zadaniami. Potrafi dać informację zwrotną i wesprzeć kogoś w trudnym momencie, zamiast jedynie odbierać raporty i przekazywać polecenia dalej. Powyżej pewnego progu przełożony przestaje prowadzić ludzi, a zaczyna nimi tylko administrować, i wtedy zespół to wyczuwa.

Przykład z życia, jak zawsze

Firma usługowa, niespełna dwadzieścia pięć osób. Jak to często bywa w naszych małych i mikrofirmach, każdy raportował bezpośrednio do właściciela. Efekt był podręcznikowy: zero czasu na cokolwiek, dziesiątki telefonów dziennie w stylu „szefie, co robić”, i każda, nawet najdrobniejsza decyzja lądująca na jego biurku. Na strategię, na myślenie o jutrze, nie zostawało nic.

Rozbiliśmy firmę na obszary robocze i w każdym z nich wyciągnęliśmy lidera. Nie poszło idealnie, bo część kluczowych pracowników mimo wszystko została przy właścicielu, który nie dał się do końca przekonać. A mimo to efekt był odczuwalny od razu.

Powstało trzech nowych liderów zespołów. Bezpośrednio do właściciela raportowało już jedenaście osób zamiast dwudziestu pięciu. Właściciel zaczął rozmawiać głównie z liderami oraz kilkoma kluczowymi ludźmi, a nie z całą załogą naraz.

Docelowo taki właściciel powinien rozmawiać wyłącznie z liderami zespołów, a z czasem, wraz ze wzrostem firmy, część tych kluczowych pracowników też naturalnie stanie się liderami, jeśli będą tego chcieli. Ale nawet ten niedokończony krok zmienił trzy rzeczy naraz: decyzje zaczęły zapadać szybciej, ludzie w końcu wiedzieli, kto za co odpowiada, a właściciel odzyskał czas i trochę spokoju.

Druga strona medalu, o której rzadko się mówi

Bo samo dodanie szczebli też ma swój koszt. Im więcej poziomów w strukturze, tym trudniej utrzymać pełną widoczność tego, co naprawdę dzieje się na dole. To klasyczna choroba dużych korporacji, w których dyrektor nie ma pojęcia, czym zajmuje się specjalista trzy szczeble niżej, a czasem nawet nie zna jego imienia. Struktura, która miała wprowadzić porządek, potrafi przy okazji odciąć górę od rzeczywistości.

Dlatego struktura sama w sobie nie wystarczy. Razem z nią trzeba powoli budować procesy oraz mierniki, które dają wgląd w obie strony: proste KPI, tablice, wizualizację pracy. Nie po to, żeby mikrozarządzać i kontrolować każdy ruch, lecz po to, żeby każdy szczebel organizacji widział, co dzieje się niżej i wyżej. Struktura utrzymuje porządek i przewidywalność, ale dopiero informacja płynąca w obie strony sprawia, że ten porządek nie zamienia się w ślepą hierarchię.

Pierwszy ruch, który możesz zrobić jutro

Policz, ile osób raportuje bezpośrednio do Ciebie. Jeśli jest ich więcej niż dziesięć, wypisz obszary, w których pracują, i zastanów się, kto w każdym z nich mógłby przejąć rolę lidera. Nie musisz przebudowywać całej firmy naraz. Wystarczy wyciągnąć pierwszego lidera w jednym obszarze i oddać mu realną odpowiedzialność, a potem powtórzyć to w kolejnym. Zasada jeden do dziesięciu jest prosta i możesz zacząć ją wdrażać od zaraz.

Zbyt wielu ludzi raportujących wprost do właściciela to jedna z najczęstszych przyczyn, dla których właściciel staje się wąskim gardłem własnej firmy. Rozpiętość kierowania to w praktyce część szerszego pytania o role i odpowiedzialność, czyli o to, jak sprawić, żeby firma działała także wtedy, gdy Ciebie nie ma.

A na koniec pytanie, które warto zadać samemu sobie: ilu ludzi raportuje bezpośrednio do Ciebie? U mnie w szczycie było kiedyś dwadzieścia pięć osób. Dziś są dwie, i czuję się z tym wyśmienicie.

Najczęstsze pytania

Ile osób może podlegać jednemu szefowi?

Przyjmuje się zasadę jeden do dziesięciu, czyli maksymalnie dziesięć osób na jednego przełożonego. W praktyce, przy bardziej złożonej pracy, realne optimum jest niższe i wynosi od trzech do sześciu osób.

Co to jest rozpiętość kierowania?

To liczba osób, które jeden przełożony jest w stanie realnie prowadzić, a nie tylko formalnie im podlegać. Zbyt duża rozpiętość sprawia, że kierownik jedynie odbiera raporty, zamiast wspierać ludzi.

Od czego zacząć, gdy zbyt wiele osób raportuje do właściciela?

Od podzielenia firmy na obszary robocze i wyłonienia w każdym z nich lidera, który przejmie realną odpowiedzialność. Równolegle warto budować prosty system raportowania i komunikacji w obie strony, żeby struktura nie odcięła góry od tego, co dzieje się na dole.

Zbyt wielu ludzi wciąż raportuje do Ciebie?

Podczas bezpłatnej diagnozy operacyjnej pokazuję, gdzie struktura Twojej firmy tworzy wąskie gardła i od którego obszaru zacząć wyłanianie liderów. Bez zobowiązań.

Umów bezpłatną diagnozę

Łukasz Jenczura Zewnętrzny Dyrektor Operacyjny / Fractional COO Lean Six Sigma Master Black Belt · MBA Od ubrudzonego mechanika, przez globalne korporacje i własne biznesy, do Zewnętrznego Dyrektora Operacyjnego. Aktywny przedsiębiorca po dwóch udanych exitach.

Related Posts

Zostaw komentarz