Jeśli Twoi ludzie boją się decydować, to bardzo możliwe, że… boją się Ciebie.

To nie jest miłe zdanie.
Ale w wielu firmach jest prawdziwe.

Kolejny powtarzalny schemat.

Dyrektor mówi:
„Ja tu jestem jedyną osobą, która się zna.”
„Nikomu nie zależy.”
„Oni są bierni.”

A potem rozmawiam z zespołem.

I słyszę, jak reagujesz na ich decyzje:

– poprawianie na forum,
– ironiczne komentarze,
– wzdychanie: „ja bym to zrobił inaczej”,
– zmiana zdania po fakcie,
– dziś wolno, jutro „jak mogłeś tak zrobić”.

I nagle wszystko zaczyna mieć sens.

To nie jest brak inicjatywy.
To nie jest brak kompetencji.

To jest strach przed reakcją.

Jak rodzi się strach decyzyjny w firmie?

Wystarczy kilka sytuacji:

– ktoś zrobił coś „tak jak ostatnio” i dostał za to po głowie,
– ktoś podjął decyzję i został publicznie skorygowany,
– ktoś usłyszał: „tu trzeba myśleć”.

Zespół bardzo szybko wyciąga wniosek:

👉 Nie decyduj.
👉 Zapytaj.
👉 Zabezpiecz się.

To jest racjonalne zachowanie w nieprzewidywalnym środowisku.

Krytyka osoby zamiast korekty zachowania

Najbardziej niszczące są komunikaty typu:

„Wy nic nie wiecie.”
„Na niczym się nie znacie.”
„Z wami to zawsze problem.”

To nie jest feedback.
To atak personalny.

Zamiast:
„Nie postępowałeś według instrukcji, mamy defekt, poprawiamy proces.”

Pojawia się:
„Jesteś do niczego.”

Człowiek, który czuje się bezwartościowy:

– nie będzie brał odpowiedzialności,
– nie będzie ryzykował,
– nie będzie myślał samodzielnie.

Będzie minimalizował ryzyko.
A w praktyce – przestanie decydować.

Efekt operacyjny: wąskie gardło

W takim środowisku:

– wszystko wraca do szefa,
– firma staje, gdy go nie ma,
– decyzje korkują się na jednym biurku,
– organizacja nie skaluje się mimo wzrostu.

Problem nie leży w „leniwych ludziach”.
Problem leży w systemie reakcji.

Jeżeli Twoje „tak” i „nie” zależy od nastroju, presji lub dnia tygodnia,
to nie budujesz decyzyjności.

Budujesz środowisko, w którym bezpieczniej jest nie robić nic niż podjąć decyzję.

Może więc problemem nie jest to, że ludzie nie chcą decydować.

Może problemem jest to, co dzieje się, gdy jednak spróbują.

W kolejnym artykule pokażę, jak dyrektor – często w dobrej wierze – sam zabija decyzyjność, próbując „pomagać” i „ratować sytuację”.

Related Posts

Zostaw komentarz