Nie jestem tym typem gościa, który idzie korytarzem w firmie i nikogo nie widzi.

I mówię to zupełnie poważnie.

Moja pierwsza „prawdziwa praca u kogoś” w przemyśle to było:

– niecałe 9 zł za godzinę,
– suwnice, wciągniki, windy, huty, kopalnie,
– po pracy studia inżynierskie zaoczne,
– hałas, pył, zmęczenie i temperatury, przy których podeszwy butów potrafiły się przytapiać.

Piszę to nie po to, żeby budować historię heroizmu.

Piszę to, żeby było jasne – skąd jestem.

Dzisiaj, pracując z firmami jako Partner Operacyjny i Interim COO, nie zaczynam od teorii.

Nie zaczynam od slajdów.
Nie zaczynam od „modeli z książek”.

Zaczynam od rozmowy z ludźmi na każdym poziomie organizacji.

Z tymi, którzy realnie robią robotę.

Bo wiem, jak wygląda:

– fizyczne wyczerpanie,
– mentalne zmęczenie,
– chaos organizacyjny,
– system, który nie pomaga, tylko przeszkadza.

Każdy w firmie zasługuje na szacunek

Przez lata zbudowałem jeden bardzo prosty standard osobisty:

👉 W firmie każdy zasługuje na szacunek.

Od prezesa, przez menedżerów, po osobę sprzątającą.

„Dzień dobry” mówi się każdemu.
Zawsze.

Nie dlatego, że tak wypada.
Dlatego, że bez ludzi żadna firma nie działa.

To nie jest miękki temat HR-owy.

To jest twarda operacyjna baza.

Niewidzialni ludzie nie budują odpowiedzialności

Przykład idzie z góry.

Jeśli dyrektor chodzi po korytarzu i „nie widzi” ludzi,
to w tej organizacji pracują osoby niewidzialne.

A jeśli ktoś w firmie jest niewidzialny, to bardzo szybko:

– przestaje myśleć,
– przestaje reagować,
– przestaje brać odpowiedzialność.

Potem słyszymy:

„Ludzie nie ogarniają.”
„Nie wychodzą z inicjatywą.”
„Wszystko trzeba sprawdzać.”

To nie jest problem pokolenia.
To nie jest problem rynku pracy.

To jest kwestia elementarnego podejścia do ludzi.

Szacunek nie jest dodatkiem do zarządzania.
Jest jego fundamentem.

I od tego zaczyna się każda firma, która ma działać spokojnie, przewidywalnie i bez ciągłego gaszenia pożarów.

Related Posts

Zostaw komentarz